Pedantula

  • Instagram
  • YouTube

Jak zacząć prowadzenie budżetu domowego

Wczorajszy LIVE na Facebooku skłonił mnie do napisania paru słów o budżecie domowym. Na własnej skórze przekonałam się, że prowadzenie budżetu jest konieczne jeśli chcemy panować jako-tako nad swoimi finansami, ale co ważne otwiera oczy na to „gdzie są moje pieniądze”.

IMG_0518

Budżet rodzinny prowadzimy od półtora roku. Skorzystaliśmy z szablonu Michała Szafrańskiego z bloga Jak oszczędzać pieniądze. Na początku to był koszmar… Ogarnięcie pliku, dopasowanie go do naszych realiów, sensowne określenie kategorii i wyrobienie sobie nawyku uzupełniania danych zajęło nam 3 miesiące. Najgorsze chyba było to, że planowanie budżetu w wielu obszarach przypominało wróżenie z fusów i nasze przewidywania nijak się miały do tego, co okazywało się na koniec miesiąca. Ale z każdym kolejnym miesiącem było lepiej aż nabraliśmy dużej swobody i w planowaniu i w realizacji. Jeśli jesteście gotowi na przygodę z budżetem to oto kilka rad na start:

  1. wyznaczcie sobie godzinę tygodniowo, zapisaną w kalendarzu wyłącznie na zajęcie się budżetem – na pierwszy raz pewnie warto zaplanować ze dwie, żeby przyjrzeć się jak działa plik, dostosować go do swoich potrzeb i wpisać dane. Potem tego samego dnia o tej samej porze spisujcie wszystkie wydatki.
  2. możliwie dużo transakcji wykonujcie kartami płatniczymi – to bardzo ułatwia wpisywanie danych do pliku, bo wszystko jest w historii i nie trzeba zbierać setek paragonów (ja biorę je tylko na rzeczy, za które płacę gotówką)
  3. przestrzegajcie budżetu – jeśli masz ochotę sobie kupić nowe buty czy stolik musisz to zabudżetować – wpisz sobie taką pozycję w planie na dany miesiąc: jeśli kwota na koniec miesiąca się „domknie” to super, ale jeśli nie musisz z czegoś zrezygnować

Dla mnie prowadzenie budżetu było bardzo odkrywcze. Okazało się na przykład, że miesięcznie potrafię wydać na „kawę na mieście” 150 zł (i nijak nie mogłabym powiedzieć, że warto było). Wydawało mi się, że w sumie prawie nie jadam w restauracjach, a w pierwszym miesiącu wyniki tej kategorii przekroczyły 300 zł (i znów kiedy spojrzałam na tą kwotę pomyślałam, że wcale nie było warto). Po paru miesiącach takich kalkulacji stało się też jasne, że ze względu na ogromną ilość km jakie robimy z mężem co miesiąc, uzasadniony jest zakup bardziej oszczędnego auta. A więc budżet to nie tylko sposób na dyscyplinę wydatków ale też na uświadomienie sobie jak rozchodzą się pieniądze. A co za tym idzie poważniejsze myślenie o swojej finansowej przyszłości.

Budżetowi zawdzięczam też to, że zaczęłam szukać sposobów na oszczędności. Oto co działa u mnie:

  1. nie mam karty kredytowej – to znaczy mam tylko jedną, z niedużym limitem kiedy trzeba zagwarantować rezerwację w hotelu i używam jej wyłącznie do tego celu. Nie jestem wystarczająco odpowiedzialna, żeby umieć planować swoje wydatki mają duży kredyt pod ręką. Karta zawsze kusiła mnie by robić nieprzewidziane wydatki. Nie umiem się nią odpowiedzialnie posługiwać, więc zrezygnowałam z niej.
  2. planuję menu na każdy tydzień – rozpisuję je z wyprzedzeniem, na jego podstawie robię zakupy i dzięki temu przestałam marnować jedzenie (więcej na ten temat przeczytasz tutaj) i bardzo mocno ograniczyłam wydatki na jedzenie.
  3. nie robię zakupów w sklepach wielkopowierzchniowych: wybór jest tam ogromny, wszystko jest dostępne i zawsze wychodzę z pełnym koszykiem rzeczy z działów, do których nawet nie miałam wchodzić. Wolę mniejsze sklepy i kupuję też dużo mniejsze ilości – zapas na dzień/dwa – dzięki temu nic się nie psuje.
  4. przestałam kupować w internecie – robię wyjątek dla zagranicznych książek oraz dwóch sklepów z butami (ale to raz do roku), z definicji nie zamawiam, nie oglądam, nie chcę sobie tworzyć pokus.
  5. unikam jak ognia centrów handlowych – chyba, że rzeczywiście muszę wybrać się po jakiś konkretny zakup – ale wtedy najkrótszą drogą do odpowiedniego sklepu i uciekam. Takie sklepy to jedna wielka pokusa i zawsze przy okazji bezsensownej wizyty kupię coś, co wcale nie było mi potrzebne, więc staram się trzymać od takich miejsc jak najdalej.
  6. przy zakupach trzymam się zasady „mam wszystko” – przeczytałam o niej w książce Marii Młyńskiej z bloga Ubieraj się klasycznie – wszystko mam, więc nic nie muszę kupować. To naprawdę zmienia perspektywę.
  7. zoptymalizowałam umowę z operatorem komórkowym oraz pakiet telewizji cyfrowej – może to nie są jakieś wielkie oszczędności, ale pomnożone przez 12 miesięcy już zaczyna robić różnicę
  8. od czasu do czasu robię sobie test ile dni wytrzymam bez zakupów – ale to żadnych, nawet spożywczych. Okazuje się, że nasze szafki z jedzeniem i zamrażarki kryją w sobie tyle, że można spokojnie wyżywić rodzinę przez tydzień albo i dłużej – spróbuj! Taki test wymaga kreatywności, więc przy okazji nauczysz się paru nowych potraw, a zapełniona kuchnia odetchnie!
  9. odkładam sobie do skarbonki wszystkie pięciozłotówki jakie dostaję jako resztę: to żelazna zasada! Nie czuję ubytku takiej małej kwoty, a jednak coś się odkłada…. Nie uwierzysz ile tam będzie po paru miesiącach!!! To taki fundusz na przyjemności!

Ula Pedantula profilowe maj

Dzięki finansowej edukacji jaką przeszłam czytając blog Michała mam też „poduszkę bezpieczeństwa” na wypadek zepsutego auta czy nieprzewidzianej awarii w domu) i co miesiąc odkładam nieco ponad 10% moich przychodów na spcejalny fundusz – pieniądze automatycznie pobierają się z mojego konta raz w miesiącu i są w moim imieniu w miarę bezpiecznie inwestowane. Mam gwarancję ochrony kapitału (a więc na pewno dostanę to, co wpłaciłam) i póki co jakieś w miarę przyzwoite zyski (zawsze lepsze niż na lokacie). Plus obowiązek oszczędzania, co bardzo mi pomaga. Po 5 latach przy wypłacie uzbiera się całkiem ładna sumka, z którą zobaczymy co zrobię dalej.

I na koniec: moja mama zawsze powtarzała mi, że kobieta musi być samodzielna finansowo. Musisz móc sama się utrzymać, musisz mieć swoje własne, odłożone na czarną godzinę pieniądze. W życiu mogą się przytrafić różne rzeczy i warto zadbać o to, by w takiej sytuacji być w stanie utrzymać się na powierzchni. Nawet jeśli nie musisz pracować, bo mąż dobrze zarabia rób coś dla siebie, dla własnego rozwoju, ucz się, pracuj, by odłożyć sobie parę złotych, rozwiń własny biznes. Nigdy nie wiadomo jak się życie potoczy, więc trzeba zawsze mieć plan B.

Polecam Wam gorąco blog Michała, a jeśli macie ochotę jeszcze bardziej pogłębić kwestie stosunku do pieniędzy to jest na ten temat genialna książka „Your money or your life” – niestety nie została przetłumaczona na polski, a szkoda, bo to jedna z tych pozycji, które powinny być lekturą obowiązkową dla każdego!

 

Komentarze do artykułu

  • Ola napisał(a):

    Bardzo przydatny i inspirujący wpis, dziękuję Ci za niego :)! Baardzo chętnie będę do niego wracać, a przede wszystkim spróbuję ogarnąć budżet, może małymi kroczkami uda się w końcu trochę oszczędzić i nie „rozpuścić” funduszy na głupoty 😉 Dziękuję!

    • ulapedantula napisał(a):

      Bardzo Ci polecam skorzystanie z rad Michała i założenie jednak takiej „ewidencji” wydatków – to bardzo pomocne!

    • ulapedantula napisał(a):

      Naprawdę warto. To jest ogromny wysiłek, nie będę ściemniać, że nie, ale procentuje!

  • Marta napisał(a):

    Słowa Twojej mamy są WIELKIE!;)
    Popieram zdecydowanie taki tok myślenia. Czasem ma wrażenie, że kobiety są skazane na życie jako gosposia domowa. Jak nie ma się pomocy znikąd, to czasem choćby chciało się coś zrobić, to trudno jest zabrać się do dzieła, bo po całym dniu dreptania w domu i ,,usługiwania” rodzinie jest się tak zmęczonym, że nie ma siły na myślenie o własnym biznesie.

    • ulapedantula napisał(a):

      Tak, ale bardzo łatwo wpaść właśnie w taką matnię 🙁 A potem mąż sobie znajdzie młodszą i kłopot. Albo coś się wydarzy i kobieta zostaje sama na lodzie… Trzeba o tą niezależność walczyć jak lwica 🙂

  • Edyta napisał(a):

    Jak zwykle bardzo pomocny artykuł, tym bardziej że właśnie postanowiłam zacząć kontrolować budżet domowy i nie wiedziałam za bardzo jak się do tego zabrać. Na pewno skorzystam z porad 🙂

  • Ula GryQla napisał(a):

    Artykuł petarda! Ula normalnie ja zakupoholiczka postanowiłam od już zacząć oszczędzać tzn nie kupować kolejnej pary butów, torebki itp. jestem taka sroką, wiem że będzie ciężko ale zacznę od planowania rodzinnego budżetu domowego, Mąż będzie w szoku, jest za dobry dla mnie, ale myślę że zmiany go ucieszą 😉
    Pozdrawiam

    • ulapedantula napisał(a):

      A wiesz co? Ja też jestem sroką! Może na dobry początek zrób sobie postanowienie, że nie kupisz nic nowego przez miesiąc. To w sumie nie jest długo, jak wytrwasz, będziesz już miała początek dobrego nawyku i wielką satysfakcję, że suę udało!

  • ania napisał(a):

    super wpis. prosze podac kilka pozycji z literatury fachowej nt finansow i planowania budzetu. kusi mnie rozszerzenie horyzontu… tego horyzontu. Dzieki, pozdrawiam!!

    • ulapedantula napisał(a):

      Na początek polecam „Finansowy Ninja” Michała Szafrańskiego – zawiera absolutne podstawy, a także bardziej zaawansowaną wiedzę, ale przede wszystkim motywuje!

  • Marta napisał(a):

    A czy można zapytać w jaki sposób inwestujesz?

    • ulapedantula napisał(a):

      Bardzo zachowawczo: poza funduszem, o którym pisałam mam obligacje. Zaledwie kilka procent moich oszczędności jest ulokowanych w jakichś bardziej agresywnych funduszach, takie mini-eksperymenty.

  • Anba napisał(a):

    Fantastyczny post. Czytam wciąż na nowo.Domowym budżetem zajmuje sie od ok 3 miesiacy. Jak dotad wciaż jestem w powijakach ale nieustannie sie uczę.Do cytatu” wszystko mam” dokladam dla siebie ” nic nie potrzebuję,wszystko mam”,to działa na mnie „otrzeźwiająco w chwili pokusy robienia internetowych zakupow.Musze koniecznie zdobić test ile mogę wytrzymac bez codziennych zakupów bo moja kuchnia naprawdę kryje całe mnóstwo zapasów.Pozdrawiam niecierpliwie czekajac na kolejny wpis 🙂

  • Zofia napisał(a):

    Moje pytanie dotyczy odkładania tych 10% swoich dochodów , czy odkładasz na specjalnie
    oprocętowane konto z jakimś oprocentowaniem, to może podpowiedź gdzie warto ulokować te zaskórniaki.

  • Aneta napisał(a):

    Już wcześniej widziałam książke Pana Szafrańskiego i myślałam nad zakupem, ale wymyślałam że za gruba, że nie zrozumiem, że mi się nie bedzie chciało czytać ale przekonałaś mnie że faktycznie jak chcemy coś zmienić w swoim życiu to samo nie przyjdzie i od nas zależy ta zmiana. Więc zamówiłam i czekam na książkę. Pozdrawiam 😊

  • Justyna napisał(a):

    Witam Ula, koniecznie muszę sobie kupić tą książkę. Genialny artykuł. Chyba muszę sobie kupić jakiś specjalny kalendarz na różne przemyślenia i notatki po przeczytaniu Twoich artykułów, bo trochę tego w głowie się nazbierało. Tak na marginesie jak oglądałam filmik” Witajcie w moim domu” powiedziałaś, że masz gdzieś książki, które są dla Ciebie inspiracją, jak miałabyś możliwość napisać kilka chociaż tytułów książek, które mogłabyś polecić będę bardzo wdzięczna, bo uwielbiam czytać. Aha odnośnie finansów, muszę powalczyć , bo jak przechodzę obok sklepu z książkami w galerii czy gdziekolwiek indziej nie jestem w stanie oprzeć się pokusie, żeby jakiejś nie kupić, a stos już spory rośnie, bo w regałach się nie mieszczą a czytać przy energicznym 5 latku po pracy to już rzadko starcza czasu, ale kiedyś to nadrobię:):):) Pozdrawiam serdecznie!:):)

    • ulapedantula napisał(a):

      Cieszę się, że moje działania tutaj są dla Ciebie inspirujące. Kiedyś zrobię wpis o tytułach, które najwięcej mnie nauczyły. Co do porządków w bibliotece to też muszę je zrobić, bo ostatnio nazbierało się tego towaru…

  • Justyna napisał(a):

    Bardzo lubię Pani artykuły. Moja mama zawsze uczyła mnie, żeby kupując produkty patrzeć ile kosztuje kg tego produktu wtedy dopiero można zobaczyć czy coś jest tanie czy drogie. Ta zasadę przekładam na codzienne zakupy i tych zasad uczę swojego męża. Ja żeby mieć rozgrzeszenie za zakupy „przeważnie dla dziecka” uzasadniam z nim czym będzie się bawił, a co sprzrdajemy. Powiem szczerze, że on jest w tym lepszy, bo by wszystko oddał albo sprzedał i w tako sposób poxbywamy się zabawek, ubrań itp. Warto oszczędzać.

    • ulapedantula napisał(a):

      W pełni się zgadzam. A sposób z ceną za kilogram muszę zastosować! Dzięki za podpowiedź!

  • Ania Po Taniości Blog napisał(a):

    My dzięki prowadzeniu budżetu domowego po dwóch latach w Szkocji odłożyliśmy na depozyt i teraz mamy własne 4 katy, a jesteśmy rodzina 5osobowa. Teraz budżet trochę poszedł w odstawke i czuć to w portfelu ale dziś już do niego wracam, muszę tylko odkurzyć plik w excelu. Od siebie polecam sprawdzać konto bankowe codziennie. Tak codziennie bo wtedy widać jakieś nieprzewidziane wydatki i ile jest na koncie. No i zakupy raz w tygodniu, po zaprzestaniu kupowania słodyczy (sporo pieke sama) okazało się, ze wydaje jeszcze mniej. Pozdrawiam Ulu i czekam na kolejne wpisy

  • Kama napisał(a):

    Uśmiechnęłam się czytając o tych piątkach. To nasz rodzinny sposób na bezbolesne oszczędzanie. Niemal niezauważalny, słoik zapełnia się szybko w niespelna rok był pełen, a w słoiku po dużym majonezie na W. mieści się ok 3000 zł! Tak, nie 300. 3 tysiące! Sprawdzone 😁 A własnie takie piątaki wydaje się najczęściej bezmyślnie, bo to przecież tak niewiele… Pozdrawiam serdecznie!

  • Zofia napisał(a):

    Może jest jakaś aplikacja ułatwiająca zapisywanie i grupowanie wydatków. Od 1 zaczynam notować, oszczędzać.

    • ulapedantula napisał(a):

      Jest na 100%, o jednej z nich pisze Michał na swoim blogu, ale ja szczerze mówiąc używam po prostu excela. Życzę powodzenia!

  • Magda napisał(a):

    Ula,
    czy możesz napsiać co to za fundusz specjalny na który odkładasz pieniadze (10%?)

  • Lidka napisał(a):

    Jest Pani genialna w całej tej prostocie!

  • Marcin napisał(a):

    Obszerna i bardzo przydatna lista – robisz świetną robotę, edukując Polaków w zakresie prowadzenia budżetu domowego, to zatrważające, że wciąż spory odsetek mieszkańców naszego kraju żyje na kredyt – co gorsze, niektórym z nich nawet ten stan rzeczy nie przeszkadza i nie starają się wyjść z długów.

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

    *