• Instagram
  • YouTube

Szukaj

Sposoby na damską torebkę

Jest zawsze z nami… Częściej, niż przyjaciółka… Na randce, na zakupach, w pracy, w kinie. W domu czeka na nas cierpliwie. Zawsze pomocna, wierna i w zasięgu ręki.

ALE! Współpraca z nią może się okazać koszmarem jeśli nasza powierniczka jest źle zorganizowana.

Dzisiaj podzielę się z Wami moimi dwoma sposobami na to, by torebka – bo przecież o niej mowa – była zawsze przygotowana na każde zadanie jakie przed nią postawisz – i któremu przy okazji sama będziesz musiała stawić czoła.

pedantula.04.02-47

Oba sposoby wypróbowałam w boju – wierzcie mi – od lat żyję w biegu, zawsze między pracą, domem i obowiązkami, które pewnie świetnie znacie ze swojego życia. Mieszkam ponad 20 km od miasta, a to sprawia, że WSZYSTKO co może być mi potrzebne danego dnia muszę mieć przy sobie od rana. Jeśli rano lecę do pracy, potem mam jeszcze 3 spotkania, a wieczorem jakimś cudem uda mi się umówić z mężem na randkę, oznacza to kilka dodatkowym kilogramów bagażu: buty na zmianę, kosmetyki, żeby móc poprawić makijaż w ciągu dnia i bluzka z dekoltem zamiast swetra na miłe zakończenie wieczoru. Jestem jak ślimak, mam swój domek zawsze ze sobą i nic mnie nie zaskoczy (nawet niespodziewany jednodniowy wyjazd, ale o tym później).

Owszem, mam szaloną pracę… „Dzień Dobry TVN” zaskakuje mnie nowymi zadaniami właściwie codziennie. Być może Twoje życie jest trochę bardziej poukładane – nawet jeśli tak jest, myślę, że możesz wykorzystać chociaż część moich sprawdzonych rozwiązań.

Po pierwsze: dwie torebki.

pedantula.04.02-51

To naprawdę najwygodniejsze rozwiązanie, niezależnie od tego jaką masz pracę (nawet jeśli pracujesz tylko w domu, bo jak wiemy NIE MA niepracujących kobiet!) W małej, podręcznej torebce na ramię mam portfel, chusteczki, klucze, identyfikator do pracy i maleńki błyszczyk. Tylko tyle, ile może Ci być potrzebne kiedy idziesz do sklepu, po dziecko do szkoły, z koleżanką na kawę.

pedantula.04.02-52

pedantula.04.02-60

Druga, większa torba to już prawdziwa kopalnia najpotrzebniejszych rzeczy. NIE MUSISZ OCZYWIŚCIE NOSIĆ TEGO WSZYSTKIEGO CO JA. Moja duża torba waży czasem 7 kilogramów… Mam ją zawsze ze sobą tylko dlatego, że do miasta jadę samochodem. Gdybym miała biurko (a nie mam) i stale miejsce pracy (a nie mam), pewnie miałabym większość tych rzeczy w szufladzie biurka (której, oczywiście nie mam). Dlatego zgodnie z zasadą, że przezorny zawsze… przygotowany – zdradzam zawartość swojej torebki.

Po drugie: porządek w środku

Do niedawna idealnym rozwiązaniem był dla mnie materiałowy, usztywniany organizer. Dość często zmieniałam torebki, a wszystkie były podobnej wielkości. Organizer był zapakowany na stałe: była przegródka na długopisy, kalendarz, minimum kosmetyków, gumy do żucia i klucze, mały grzebyk i ładowarkę. Wystarczyło takiego „gotowca” przełożyć z jednej torebki do drugiej i miałam gwarancję, że niczego nie zapomniałam. Organizer to idealne rozwiązanie żeby utrzymać w torebce porządek – nic nie lata luzem, wszystko jest pod ręką i można sięgać po wszystko na pamięć. Polecam!

pedantula.04.02-50

pedantula.04.02-49

Niestety czasy organizera skończyły się wraz ze zmianą pracy. Teraz muszę mieć przy sobie o wiele więcej rzeczy – dni w pracy stały się dłuższe, często jestem w podróży i muszę mieć przy sobie przez cały czas w zasadzie mały bagaż podróżny. Wielgachna torba ma jeszcze tą zaletę, że można do niej dorzucić buty na zmianę w woreczku, gruby szal na podróż, a w wersji ekstremalnej nawet ubranie na zmianę na jeden dzień – wszystko bez przepakowywania.

pedantula.04.02-54

Ponieważ torba jest OGROMNA noszę w niej małe saszetki (takie kosmetyczki, które dostaje się kupując zestaw kosmetyków w perfumerii – zbierałam je od dawna i wiedziałam, że kiedyś się przydadzą). Każda saszetka jest „tematyczna”.

Pierwsza to niezbędne kosmetyki: puder, tusz, szminka, konturówka, perfumy w wersji mini – wszystko, czego potrzebuję, żeby poprawić makijaż w ciągu dnia, albo żeby pomalować się w drodze do pracy na światłach (dosłownie). Do tego krem do rąk, miniaturka kremu do twarzy i – na wypadek dłuższego stania w korkach – olejek do skórek w długopisie.

pedantula.04.02-58

Druga to saszetka „nie znasz dnia ani godziny”: wkładki higieniczne, szczelne woreczki foliowe w rolce owiniętej gumką, żeby się nie rozwijały, gumka też może się przydać (worki ze sklepu dla zwierząt, przydają się na śmiecie w podróży, na niespodziewanego pawia gdy dziecko ma chorobę lokomocyjną, gdy trzeba posprzątać po psie albo kiedy nie ma gdzie wyrzucić zużytej niemowlęcej pieluchy), mini-rolka do czyszczenia ubrań (kto ma kota albo psa rozumie po co), mini pasta do zębów i składana szczoteczka, nitka do zębów (gdyby wspomnienie po lunchu było trochę zbyt natrętne) zatyczki do uszu (tak, tak, przydają się częściej niż myślicie, zwłaszcza od kiedy w pociągach są otwarte przedziały, a wszyscy mają komórki…), sztyft zapobiegającym obtarciu pięt (działa cuuuuda), mokre chusteczki do okularów (mają o wiele więcej zastosowań niż tylko czyszczenie okularów), krem z filtrem (nigdy nie wiadomo, kiedy przyjdzie ci stać kilka godzin na słońcu – ok.. zimą pewnie jest zbędny, ale boję się, że jak go wyjmę to latem zapomnę). Aha, i zwinięty z hotelu zestaw do szycia – nigdy nie wiadomo kiedy będzie trzeba przyszyć guzik.

pedantula.04.02-56

Trzecia jest saszetka „medyczna” – plastry w różnych rozmiarach – choćby po 1 sztuce, plasterek na pięty – gdyby sztyft nie zadziałał, coś od bólu głowy na wszelki wypadek i coś na zimno na ustach (podobno pomaga tylko kiedy użyje się kremu natychmiast, więc musi być pod ręką). Aha, i jeszcze saszetka na przeziębienie – tylko jedna, doraźnie i gazik do odkażania – każda mama wie, że skaleczone kolano wymaga mocnych środków!

pedantula.04.02-59

Czwarta saszetka jest elektroniczna: wtyczka do prądu z końcówką USB, dwa kabelki do wtyczki – do telefonu albo do ładowania głośnika, wtyczka do ładowania telefonu w samochodzie, karta do aparatu z adapterem do USB.

pedantula.04.02-57

Piąty jest piórnik – mój zawód wymaga tego, żebym zawsze była w stanie coś zapisać, dlatego długopisów i ołówków mam ze sobą zawsze kilka – gdyby coś się wypisało, gdyby trzeba było komuś pożyczyć albo gdyby Rysiek jednocześnie akurat chciał porysować.

pedantula.04.02-55

Do tego kalendarz i notes gotowe. Tak… nawet w czasach smartfonów nie umiem zrezygnować z tradycyjnego, papierowego kalendarza. .. Niepraktyczne? Strasznie, ale co ja poradzę, skoro lubię! W kieszonce torby mam jeszcze chusteczki (suche i mokre) i gumę do żucia oraz klucze z wielkiiimi i długiiimi breloczkami, żeby łatwo było je znaleźć.

No dobrze, czasem czuję się jak wielbłądzica… Cale przynajmniej nic mnie nie zaskoczy!

pedantula.04.02-61

Zobacz także jak przechowywać torebki.

4 komentarzy

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz