• Instagram
  • YouTube

Co się działo w maju i moje nowe odkrycia pielęgnacyjne!

Muszę, ale muszę zacząć od pogody. Pamiętam jak rok temu równo 1 maja zaczęła się piękna pogoda, która trwała do września włącznie. Wiem, bo akurat wtedy zaczęłam akcję sprzątania garażu, wiaty i magazynu, która trwała przez trzy dni i którą relacjonowałam Wam na YouTube (dzień 1, dzień 2, dzień 3).

A teraz co? Jedyna zaleta jest taka, że zieleń jest piękna, soczysta, a trawa rośnie tak, że nie nadążamy kosić!

No dobrze, pomarudziłam, więc mogę już o tym co fajne!

  • powstały dwa nowe odcinki „Nowej Misji Ratunkowej” – będzie o piwnicy i pokoju dla pewnej cudnej trzylatki, która składała ubrania lepiej niż ja

  • dostaliśmy – MY – bo Pedantula to przede wszystkim społeczność – nagrodę dla Twórcy Roku w kategorii lifestyle. Konkurencja była duża, ale my byliśmy… bezkonkurencyjni! Więcej na ten temat w oddzielnym wpisie tu (LINK)

  • odwiedziłam Agnieszkę Mielczarek i Pascala Brodnickiego w ramach programu „Gwiazdy Prywatnie” i powstał z tego cudny odcinek, który lada moment będziecie mogli zobaczyć na Player.pl

  • byłam w Poznaniu, gdzie miałam szansę spotkać się z wieloma z Was i to były cudowne spotkania! Dziękuję za moc dobrej energii, którą od Was dostałam, za wspaniałe prezenty od serca i obiecuję, że postaram się widywać Was częściej!
  • no i byłam tydzień na wagarach, ale ponieważ to były prawdziwe wagary to szczegóły muszę trzymać w tajemnicy!

 

W tym miesiącu sporo też podróżowałam i musiałam w związku z tym nieco zmienić moje nawyki kosmetyczne (żeby nie wozić ze sobą kompletu mojej japońskiej pielęgnacji – o której możecie przeczytać tu: LINK). Dzisiaj podzielę się więc z Wami moimi odkryciami (niestety nie są tanie, ale warte każdej złotówki).

Do ciała

Od kiedy chodzę na siłownię (tak, tak, wiem, nadal nie lubię się pocić) musiałam sobie wynaleźć szybki sposób na nawilżanie całego ciała żeby a) można go było stosować na lekko wilgotną skórę, po przetarciu ciała po prysznicu i b) żeby szybko się wchłaniał, tak, bym mogła się od razu ubrać. No i w ruch poszedł Bio Oil, bo nawilża niesamowicie, mam poczucie, że ujędrnia skórę i co najważniejsze nie plami! Biorę prysznic, szybkie wycieranko, smaru-smaru i mogę się ubierać! Efekt nawilżenia utrzymuje się długo i skóra delikatniutko, ale tak ledwo, ledwo miło pachnie. Nie ma tłustego filmu, nie ma maziania. No i olejek występuje w kilku pojemnościach: od takiego do łazienki, który wystarczy na kilka tygodni po taki maleńki, do torebki. Podobno wystarczy używać go odrobinkę, ale ja szczerze mówiąc chlapię sporo 🙂

Olejek w najkorzystniejszej cenie znalazłam tu: LINK.

Do demakijażu

Pisałam już o tych chusteczkach, ale napiszę raz jeszcze, bo w podróży nie ma nic lepszego. Każda chusteczka jest pakowana pojedynczo (nie jest to przyjazne naturze, ale wymagane ze względów higienicznych, bo mamy do czynienia z lekiem m.in na nużycę, trądzik czy łojotokowe zapalenie skóry). Chusteczki powstały z myślą właśnie o leczeniu skóry i pięlęgnacji oka np: w czasie infekcji czy po zabiegach okulistycznych, ale okazało się, że cudownie sprawdzają się do demakijażu jednocześnie genialnie pielęgnując skórę. Ja do demakijażu całej buzi zużywam dwie chusteczki: jedną do oczu, drugą do reszty. Zatem do walizki zamiast zabierać płyn do demakijażu, mleczko czy piankę wkładam po dwie paczuszki na dzień i z głowy! Przyznaję się też bez bicia, że po długim dniu na planie „Nowej Misji Ratunkowej” kiedy naprawdę na nic nie mam siły usuwam nimi nawet grubaśny telewizyjny makijaż i kurz z całego dnia (wtedy „schodzą” trzy sztuki). Chusteczki są w dwóch wersjach: dla cery normalnej i wrażliwej (te dla wrażliwej mają także nieco lżejszy zapach).

Można je kupić tu:

wersja sensitive: LINK 

wersja klasyczna: LINK 

Do twarzy

Żeby w podróży nie taszczyć ze sobą lotionu, emulsji i kremu postanowiłam zabrać coś, czego do tej pory używałam raczej interwencyjnie, kiedy miałam naprawdę przesuszoną skórę twarzy. Mimo najlepszej pielęgnacji to się zdarza kiedy dużo podróżuję, jestem super zmęczona albo trochę za dużo posiedzę na słońcu. No i na takie właśnie sytuacje miałam małą buteleczkę Atoderm SOS od Biodermy (którą jak wiecie kocham już za wodę micelarną, o której pisałam TU). Po spryskaniu buzi przez chwilę (poza miłym uczuciem) nic się nie dzieje, ale po chwili powstaje leciutko tłustawa, nawilżająca warstewka, która przynosi ulgę w przypadku swędzenia, pięknie nawilża i łagodzi. To jest prawdziwy szał dla suchej skóry! Teraz mam małą buteleczkę w torebce (na małe „dodawanie” w ciągu dnia, bo mgiełki można używać nawet na makijaż) i dużą w łazience. Staram się używać wymiennie z „kompletem” pielęgnacyjnym Menard, ale prawda jest taka, że jak jestem wieczorem zmęczona to „psik” i z głowy – skóra sobie odpoczywa, a ja śpię 10 minut dłużej 🙂

Zerknijcie tutaj, żeby nie pomylić „mojego” SOS z tym na po opalaniu: LINK.

Na urodę 🙂

Ponieważ muszę dość mocno malować się do pracy to na co dzień nie lubię nakładać na buzię za dużo. Niestety mam jednak skórę skłonną do zaczerwienień, o nierównym kolorycie no i szczerze mówiąc nie chcę straszyć ludzi… Nie zapomnę kiedy spotkałam jedną z ulubionych prezenterek TV „na mieście” i ona nie miała na buzi grama makijażu. I nie zrozumcie mnie źle – chodzenie bez mejkapu jest super. Tylko kontrast między tym, co znałam z ekranu, a tym co zobaczyłam był po prostu szokujący. Na co dzień staram się więc wyglądać „w pół drogi” – nie tak całkiem bez, ale też bez przesady. Cały czas szukam takiego produktu na buźkę, żeby nie był tak ciężki jak podkład, ale żeby wyrównywał jednak koloryt, nadawał świetlistości i nawilżał przez cały dzień. Całkiem nieźle spisywał się Liquid Minerals Jane Iredale, ale to jednak podkład (lekki, ale podkład) i kiedy poza nim miałam tylko tusz i błyszczyk to wyglądał ciężkawo. Ostatnio odkryłam za to Eau de teint z Les Beiges Chanel i… oszalałam. W buteleczce nie wygląda on zbyt zachęcająco – ot takie brązowe kulki i zawiesinie. Ale nie dajcie się zwieść – lekko roztarty pędzelkiem na dłoni nabiera właściwiej konsystencji i koloru i czyni cuda. Nie wiem jak to działa, ale pierwsze jest wrażenie niesamowitego nawilżenia. Skóra na buzi jest cudownie ujednolicona, ale bez efektu maski czy jakiegoś tapetowania. Tak, jakby się nic nie miało na buzi, a jednak ładniej. Kosztuje dużo, ale na jeden dzień wystarczą dosłownie dwie kropelki (ewentualnie trzecia na poprawkę w ciągu dnia). Podkład występuje w trzech odcieniach (ja mam medium) i można go także używać jako bazy. Najtaniej znalazłam go w tym sklepie: LINK.

 

2 komentarzy

Zostaw komentarz

Wypełnij formularz aby się zarejestrować

Dzięki naszemu newsletterowi bądź na bieżąco z tym co się dzieje u Uli Pedantuli!

Wyrażam zgodę na otrzymywanie drogą elektroniczną na wskazany przeze mnie adres email informacji handlowej w rozumieniu art. 10 ust. 1 ustawy z dnia 18 lipca 2002 roku o świadczeniu usług drogą elektroniczną od Pedantula - Urszula Chincz z siedzibą przy ul. Łowickiej 58/4 w Warszawie, kod pocztowy: 02-531 Warszawa, NIP 521 236 25 55, REGON: 017353030.