• Instagram
  • YouTube

Szukaj

Moje jesienne kosmetyczne odkrycia

Jesienią staram się sobie dogadzać na różne sposoby – pisałam już o tym kilka razy (np. TUTAJ, TUTAJ, i TUTAJ) , a dziś chciałabym napisać Wam o tym, jak dogadzam swojej skórze i urodzie 🙂

Jesienią zawsze zmieniam perfumy. Latem są to White Orchid Toma Forda, a jesienią i zimą cięższa, mroczniejsza i bardzo wyrazista czarna wersja Black Orchid. To taki symboliczny dla mnie moment przejścia z letniej szafy na zimową, z czasu wygrzewania się na słoneczku na czas wygrzewania się przed kominkiem.

Ponieważ jak pewnie wiecie zawsze noszę ze sobą wielką torbę, to – żeby nie nosić wielkiego flakonu przelewam, a raczej „przepsikuję” trochę do małego pojemniczka z atomizerem i mogę w ciągu dnia dodać sobie kapkę „pachnidła”.

Jesień to też czas kiedy staram się szczególnie zadbać o usta: zaczyna się okres grzewczy, więc skóra szybciej staje się sucha, a usta łatwiej łuszczą się i pękają. Nie lubię błyszczyków, w które trzeba wpakować palec, żeby nałożyć je na usta. Zdecydowanie wolę te w tubce. I szczerze mówiąc mam ich mnóstwo! W kieszeni, w torebce, w samochodzie, w kuchni. Bardzo lubię takie z lanoliną, bo wyjątkowo skutecznie nawilżają i natłuszczają usta. Czasem wybieram też balsamy na bazie wosku pszczelego – na przykład w sztyfcie, albo takie smakowe. Od czasu do czasu robię też peeling – albo tym samym preparatem, którego używam na twarz, albo – jeśli mam mniej czasu peelingiem do ust.

Ładnie zaopiekowane usta mogą nosić kolorowe, matowe szminki. Bardzo często w czasie naszych LIVE na FB pytacie mnie jaką szminkę mam akurat na sobie. Zwykle jest to MAC, bo szminki są trwałe i nie wysuszają ust. ALE genialne są też nasze szminki marki Bell – mają ogromny wybór kolorów i są również nawilżające!  Jesienią dodaję sobie energii kolorami: wybieram fuksję, czerwień, odcienie jarzębinowe – tak naprawdę wystarczy dodać do nich tusz do rzęs i make-up gotowy!

Jakiś czas temu pisałam Wam o genialnym tuszu Bell z Biedronki, ale niestety coraz rzadziej trafiam na niego w sklepach, więc przerzuciłam się na inną markę – niestety nieporównywalną cenowo, ale za to efekt WOW jest do kwadratu! Jak zwykle poleciły mi go moje kochane makijażystki z pracy i jak zwykle miały rację!

Mam suche włosy, które po lecie, morskich i słonecznych kąpielach wymagają szczególnej uwagi. Jesienią staram się nie tylko nakładać odżywkę nie tylko na chwilę, w czasie prysznica czy kąpieli, ale też na dłużej. Na mokre włosy nakładam odżywkę Karite, potem wkładam na głowę czepek pod prysznic lub zwykłą foliówkę i na to ciepły ręcznik. I zostawiam na tak długo, jak tylko mogę. Pamiętajcie tylko, że naprawdę wystarczy kilka kropli odżywki, trzeba ją tylko starannie rozprowadzić grzebieniem o rzadkich zębach.

A na koniec kąpiele: kocham peelingi, oliwki, masła. Zwykle wybieram te z niższej półki cenowej, bo lubię się wysmarować od stóp do głów! I mam kilka swoich ulubionych polskich marek, przede wszystkim Ziaja, Bielenda i Eveline. Lubię też zmiany – czasem mam nawet 3 otwarte jednocześnie słoiczki!

Zadbajcie o siebie jesienią – nawet drobiazgi takie jak ładny zapach, kolor na ustach czy porządnie nawilżona skóra mogą poprawiać humor, kiedy za oknem jest… różnie!

Jeśli któreś z moich znalezisk przypadło Wam do gustu, wystarczy tylko kliknąć w odpowiedni produkt na zdjęciach, a przeniesiecie się prosto do sklepu!

21 komentarzy

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz