• Instagram
  • YouTube

Szukaj

Czego nauczyłam się w te wakacje

Tegoroczne wakacje były wyyyyyjątkowo długie. Szkolniaki miały 10 tygodni do zagospodarowania i każdy rodzic wie co to oznacza…

Ja wyjechałam na trochę dla odmiany do… Włoch skąd skrupulatnie zdawałam Wam relacje na instastories (są tam zapisane pod hasłem „Włochy”, więc jak kogoś najdzie na włoskie klimaty to zapraszam). Dzisiaj małe podsumowanie tego, czego nauczyłam się (również o sobie) tego lata.

Im mniej zabierzesz, tym lepiej

Moje wakacje były podzielone na dwie części. W pierwszej spakowałam naszą trójkę na dwa tygodnie w jedną kabinówkę i jedną dużą walizkę i pękałam z dumy, że tak mało. Oczywiście zadanie miałam nieco ułatwione, bo z ciepłych rzeczy wzięłam dla każdego po jednej bluzie i tyle (a na wakacje w Polsce trzeba być przygotowanym na każdą okoliczność). Tak czy siak okazało się, że rzeczy mamy za dużo i kilka z nich wróciło w stanie nieużywanym. Na drugi wyjazd zatem „spięłam pośladki” i każdy miał ze sobą tylko zgrabną kabinóweczkę. Na FB i Insta aż huczało od Waszych komentarzy, że tak się nie da, że niemożliwe, że jak się gdzieś wybieracie to od razu wielkie walizy. Słuchajcie: nie warto. Po co tyle roboty. Tyle dźwigania, obciążania. A potem rozpakowywania i prania. Obiecuję, że przed kolejnymi wakacjami zrobię dla Was odcinek pokazujący wszystko co mam w walizkach dla każdego z domowników, żeby pokazać, że da się i warto podróżować „lekko”!

Uniwersalne rozwiązania

Skoro mam zapakować mało, to muszę wziąć ze sobą rzeczy, które spełniają od razu kilka funkcji (wszystkie przedmioty na zdjęciu są „klikalne”, co od razu przenosi Was na stronę sklepów, w których można je kupić)

  • Ładnie zapakowana bielizna… Mam taki koszmar, że przy kontroli bezpieczeństwa proszą mnie o otwarcie walizki, a tam „majtasy Bridget Jones” poupychane w każdy kącik. No bo prawda jest taka, że wygodnie bielizną wypełnić jakieś puste przestrzenie w walizce, ale ani to dobre dla estetyki, ani dla bielizny. Porządny organizer na biustonosze i majtki robi robotę, a co najważniejsze można go przełożyć jednym ruchem do szuflady i rozpakowywanie gotowe. Czasem nawet nie ma szuflady, a taka „paczuszka” wygląda dobrze także na półce.
  • Hamako-kocyk to wygodne połączenie – zwłaszcza jeśli włoskim zwyczajem najpierw wylegujesz się w słoneczku, a potem robisz sjestę w cieniu. Jeśli masz pod ręką patyk można stworzyć namiot dla maluszka, którego chcesz osłonić przed słońcem, a całość pakuje się w poręczną torebkę.
  • Ponieważ w czasie urlopu musiałam jednak trochę popracować to poleciały ze mną biurowe drobiazgi: ładowarka do komputera, myszka, kabelki różniste, dysk zapasowy i jakieś wtyczki. Takie rzeczy w podróży lubią się schować i potem masę czasu tracisz na grzebanie na dnie plecaka, żeby je wydobyć. Organizer pomaga je ogarnąć, chociaż moim zdaniem może służyć nie tylko na elektronikę, ale np: przybory do rysowania i drobne zabawki dla dziecka na podróż. A że dużo pracuję „w locie” i sporo się przemieszczam z moim „warsztatem pracy” to czuję, że organizer zostanie ze mną na co dzień, a nie tylko w podróży.
  • Jeden kosmetyk do ciała (zamiast kremu na „po słońcu”, kremu do biustu, balsamu nawilżającego, i balsamu do stóp) – dla mojej i tak już suchej skóry, która pod wpływem morskiej wody i słońca wysycha jeszcze bardziej idealny jest Bio Oil i poza kremem do twarzy to jedyne smarowidło, które ze mną jeździ (zwłaszcza, że ma 4 różne pojemności na dłuższe i krótsze wyjazdy).

Natura górą!

W te wakacje przekonałam się, że najlepiej odpoczywam blisko natury. Wielkie miasta mnie stresują (nawet te włoskie) i fajnie jest tam wpaść na chwilę, na dzień, ale na dłuższą metę nie nadają się do odpoczywania. Weekendowy wypad – super, wycieczka na zwiedzanie – rewelacja. Ale na dłuższy urlop muszę mieć jednak w „pięknych okolicznościach przyrody”, a jak w pobliżu jest woda, to już pełnia szczęścia. Nie znalazłam jeszcze we Włoszech (choć może są) takich miast jak nasz Sopot czy Kołobrzeg, gdzie miasto sąsiaduje z piękną, szeroką, piaszczystą plażą i gdzie ma się trochę „dwa w jednym”, stawiam więc na naturę z wypadem do miasta od czasu do czasu!

Mieszkanie, a nie hotel

Teraz już wiem na pewno, że duuużo fajniej jest kiedy wynajmujemy dla siebie nieduże mieszkanko lub domek, niż kiedy mieszkamy w hotelu. Po pierwsze dlatego, że skoro biorę naprawdę mało rzeczy to jednak w ciagu dwóch tygodni w upałach muszę zrobić ze dwa prania. Po drugie dlatego, że mamy wtedy więcej miejsca i mogę ukryć walizkę, na którą tak nie lubię patrzeć w czasie wakacji, rozpakować porządnie wszystkie rzeczy i poczuć się jak w domu. Każdy ma swój kącik i jest nam wygodniej. Plus jest tak jakoś bardziej… autentycznie. Wszystko jest urządzone „po włosku” i to bardzo mi się podoba, podczas gdy sieciowe hotele na całym świecie często wyglądają tak samo… Dlatego uruchamiam Airbnb lub Booking.com i szukam perełek w wybranych lokalizacjach (chociaż zdarza się też, że wybieram lokalizację ze względu na jakieś cudne miejsce do mieszkania, które znalazłam). A tam czekają na mnie niespodzianki, takie jak kuchnia ukryta w komodzie o której pisałam w tym wpisie (LINK).

Z moich włoskich wakacji przywiozłam dla Was głowę pełną pomysłów (również na DYI), więc spodziewajcie się tu wielu nowości już jesienią! A jakie są Wasze wakacyjne odkrycia? Piszcie w komentarzach!

9 komentarzy

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz