• Instagram
  • YouTube

Szukaj

Święta jednak były!

Święta, święta i… po świętach! I wiecie co? Mam mnóstwo frajdy z czytania Waszych poświątecznych komentarzy. Bo o ile przed świętami dominował smutek, obawy i brakowało klimatu świątecznych przygotowań, to szybko okazało się, że dla wielu osób były to jedne z najlepszych świąt w życiu.

Poczytałam sobie więc na spokojnie, co piszecie, i wyciągnęłam dla nas wszystkich tematy, które warto przemyśleć sobie przed kolejnymi świętami. Poczytajcie i dajcie znać, czy Wasze poświąteczne wnioski są podobne 🙂 A więc ruszamy z naszymi poświątecznymi spostrzeżeniami!

 

1. Jedzenia w sam raz

„Po raz pierwszy nic się nie zmarnowało”, „nie przeżarliśmy się”, „nie spędziłam przed świętami dwóch dni w kuchni”. Okazało się, że brak gości w domu sprawił, że przygotowaliście mniej jedzenia, a na stole było tylko to, co lubią domownicy, więc nie było jedzenia ponad miarę, na siłę i – co najważniejsze – nie było marnowania! Nie wiem, skąd to nasze przekonanie, że na święta stół musi się uginać od frykasów – czasem tak dużo, że jeśli chcesz spróbować wszystkiego choć po odrobince, to i tak pękasz z przejedzenia. A można mniej, prościej, za to lepszej jakości.

Do przemyślenia przed kolejnymi świętami: ile jedzenia tak naprawdę kupić, żeby nie zostało, żebyśmy byli nasyceni, ale nie przejedzeni. Czy koniecznie muszą być dwa świąteczne posiłki: sute późne śniadanie i bogaty obiad? A może te świąteczne pyszności podzielić jednak na 4 mniejsze posiłki rozłożone na cały dzień? My w tym roku jedliśmy pyszne wędliny na śniadanie, jajka faszerowane na drugie śniadanie, żurek z białą kiełbasą na obiad i sałatkę jarzynową na kolację – normalnie to wszystko wylądowałoby na stole rano i mielibyśmy jeszcze przed południem dość. A tak, podzielone na cały dzień, sprawiało prawdziwą frajdę z jedzenia!

2. Bez pośpiechu i presji

Gonimy, bo goście, bo dzieci się ociągają, bo trzeba się wyszykować, bo trzeba nakryć do stołu… W tym roku w święta się nie spieszyliście, mieliście czas dla siebie i przyjemność ze świątecznych czynności, właśnie dlatego, że nie były one „obarczone” tym, że coś trzeba koniecznie zrobić na czas. Mamy jako gospodarze głęboko zakodowane, że musimy wszystko przygotować idealnie, nakryć stół, przygotować wszystkie potrawy, posprzątać dom, podać wszystko… Jako goście musimy być na czas, wyszykowani elegancko. Ten uroczysty klimat, takie poczucie wyjątkowości tego czasu jest cudowne, ale czasem my sami tworzymy presję, której potem ciężko nam sprostać.

Do przemyślenia przed kolejnymi świętami: może warto zmienić trochę świąteczną formułę, żeby się tak nie napinać? Zastanówcie się, co jest tak naprawdę ważne, a co można odpuścić. Może jeśli wszyscy strasznie spinają się na śniadanie świąteczne o 10:00, to można przesunąć je na 12:00? Każdy się wyśpi, szamnie w domu coś małego do kawki i w dobrym humorze na spokojnie zawita w gości? Może warto umówić się, że goście nie przychodzą na gotowe, tylko każdy wpadnie pół godzinki wcześniej i wszyscy razem przygotują świąteczny stół: ktoś pokroi pieczywo, ktoś pokroi sałatkę jarzynową, ktoś przełoży chrzan i majonez do ładnych naczyń, a dzieci nakryją do stołu. Ja od lat właśnie w tej formule organizuję święta i powiem Wam, że ten czas samych przygotowań jest często nawet przyjemniejszy niż siedzenie przy stole, bo sprzyja rozmowom w podgrupach i sprawia dużo frajdy.

3. Z tymi, których kochasz

„Nie było dziwnych rozmów przy stole”, „mogłam wreszcie nacieszyć się mężem”, „nie musieliśmy nigdzie biegać od stołu do stołu”. To w sumie dość trudny temat, bo „rodziny się nie wybiera”. Co jednak zrobić, jeśli takie spotkania niosą więcej przykrości czy radości? Albo są bardzo męczące, bo chcemy zadowolić wszystkich i nie zawieść niczyich oczekiwań, za co potem często sami płacimy frustracją i zmęczeniem.

Do przemyślenia przed kolejnymi świętami: Z kim naprawdę chcesz je spędzić? Czy są spotkania, których szczerze nienawidzisz i czy jest sposób, żeby się z nich wyplątać? Jeśli nie w każde święta, to może chociaż co drugie spędzisz zupełnie po swojemu? Może nie musisz być wszędzie? Zamiast biegać przez dwa dni od stołu do stołu warto pójść w jedno miejsce, ale na spokojnie? Zastanów się – teraz, kiedy już wiesz, jak to jest spędzać święta w naprawdę małym gronie.

4. Próbujemy nowych rzeczy!

„Pierwszy raz upiekłam mazurka”, „wypróbowałam przepis teściowej na sernik, mąż mówi, że wyszedł nawet lepszy”, „wreszcie miałam czas udekorować dom na święta” – w te święta wiele z Was zrobiło coś po raz pierwszy! Ja zabrałam się za mazurka (jak to wyszło możecie zobaczyć TUTAJ), ugotowałam białą kiełbasę w piwie i miodzie i zrobiłam kotlety jajeczne! Dzięki temu, że było więcej czasu na to, co ważne, był też czas na to, co nowe. To były święta, w które nie szliśmy utartymi szlakami, ale otwieraliśmy głowę na zupełnie nowe rozwiązania i pomysły!

Do przemyślenia przed kolejnymi świętami: jakiś czas temu rozmawiałam ze znajomą, która ma w rodzinie sporo wegan. I choć rodzina mojej koleżanki jest mięsożerna, to w każde święta starają się choć jedną potrawę przygotować zgodnie z wegańskimi przepisami – bo oczywiście część potraw wegańscy goście przynoszą sami. Okazało się, że bardzo tradycyjna rodzina naprawdę docenia zupełnie nowe smaki, które powoli nawet wchodzą do ich codziennego menu. Spróbuj w kolejne święta czegoś nowego, innego. Jeśli dzięki powyższym punktom będziesz mieć więcej czasu, to warto go kreatywnie wykorzystać!

Co Was zaskoczyło w te święta? Co fajnego się przytrafiło? Dajcie znać w komentarzach!

8 komentarzy

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz