• Instagram
  • YouTube

Szukaj

Mój pies zaginął!

Luna zginęła. Tyle tylko, że wcale o tym nie wiedzieliśmy… Nasze psy mają ten luksus, że żyją trochę na dwa domy: u nas i u naszych wspaniałych sąsiadów, właścicieli suczki Mai, którą widujecie czasem w moich filmach. Wspólnie uzgodniliśmy, że wytniemy dziurę w płocie, żeby dziewczyny mogły się odwiedzać. Finał jest taki, że czasem Maja jest u nas większość dnia, a czasem Luna i Nela wylegują się na kanapie „u wujka i cioci”.

Dlatego długo się nie zorientowaliśmy, że coś jest nie tak, bo skoro psów nie ma, to na pewno są za płotem.

Tym razem jednak Luny nie było ani w domu, ani u sąsiadów. Sławek od razu ruszył autem na poszukiwania, ale bądź mądry i szukaj igły w stogu siana…. Luna nie jest jeszcze zbyt mądra… obawialiśmy się, że mogła dosłownie wejść pod samochód (bo nie ma kompletnie świadomości, czym to grozi), pogryźć się z innymi psami (bo zaatakowana staje się bardzo waleczna) albo po prostu zostać przez kogoś zabrana (to w sumie fajny, rasowy pies). Milion scenariuszy, zapadający wieczór i generalnie czarna rozpacz. Najgorsze było jednak to, że Luna parę dni temu urwała wygrawerowaną adresówkę z obroży… Już kilka razy obiecywałam sobie, że zamówię nową, ale nie zdążyłam i taki finał…

 

Ja oczywiście natychmiast uruchomiłam łańcuszek facebookowy: nasza społeczność podobnie jak sąsiednie ma specjalne grupy dla mieszkańców, na których w podobnych przypadkach można szukać pomocy. Okazało się, że przemiła Pani znalazła Lunę, zaopiekowała się nią i opublikowała zdjęcie na jednej z tych grup – do której jednak nie należałam. Ogłoszenie dotarło do mnie dzięki życzliwości Pana, który połączył kropki i zobaczył, że „poszukiwana” wygląda zupełnie jak „znaleziona”.

W międzyczasie jednak Pani, która znalazła Lunkę postanowiła – bardzo słusznie – odstawić ją do weterynarza, żeby sprawdzić czy jest zaczipowana. Na szczęście była! Szybki telefon od weta i Sławek był już w drodze po zgubę.

Jaki z tego morał? Koniecznie CZIPUJCIE swoje psy i koty! To czasem naprawdę jedyna szansa na ich odnalezienie. Adresówki są zawodne, a czip sprawi, że Wasz zwierzak nie spędzi reszty życia w schronisku. Zabieg czipowania trwa dosłownie chwilę, żadne z moich zwierząt nie sprawiało wrażenia, żeby był szczególnie bolesny – szczerze mówiąc mam wrażenie, że Luna wcale go nie zauważyła, ale to prawie koń nie pies :). Pod skórą zwierzaka umieszcza się za pomocą takiej większej strzykawki mały chip wielkości ziarenka ryżu i tam „zaszyte” są Wasze dane. Całość to koszt kilkunastu złotych. Chwila strachu u weta i gotowe.

Ten chip „odnalazł” nam wczoraj Lunę, ale to, co zadziałało najpiękniej, to także lojalna społeczność i życzliwość, o której tyle trąbię! Począwszy od cudownej Pani, która przygarnęła biegającego bezpańsko psa po kogoś, komu chciało się do mnie napisać, że widział podobne ogłoszenie. Za to sąsiedzkie wsparcie serdecznie dziękuję!

Co do samej „zaginionej”… Oto ona w drodze do domu: na tym pysku jest wypisane „co ja narobiłam” i „o matko, ale to była przygoda”. Myślę, że nie będzie się już szwendać po wsi!

Zawiedziona jest jedynie chyba tylko Nelka, która pewnie po cichu cieszyła się już, że znowu ma swoich państwa tylko dla siebie 🙂

Kochani! Kto jeszcze nie oznakował swojego zwierzaka niech to zrobi: czip to taki ich „dowód osobisty” – tak jak my, powinny mieć go zawsze przy sobie!

Napiszcie proszę w komentarzach, jeśli mieliście podobne sąsiedzko-czipowe historie ze swoimi zwierzakami!

A ja idę pogłaskać uciekinierkę!

6 komentarzy

Odpowiedz na „MagdaAnuluj pisanie odpowiedzi

Odpowiedz na „MagdaAnuluj pisanie odpowiedzi