• Instagram
  • YouTube

Szukaj

To lubię – maj

Dzisiaj kolejna porcja moich odkryć miesiąca. Będzie już baaaardzo letnio!

Thermomix

Wielu z was wypatrzyło w moich filmach, że na blacie stoi to urządzenie i dostałam od was kilka próśb, żeby o nim napisać. Nie zdecydowałam się n zakup nowego urządzenia, bo jego cena przyprawia o zawrót głowy. Kupiłam poprzedni model, z drugiej ręki, za o wiele niższą kwotę. To był dobry wybór! Od 20 lat mieszkam i gotuję samodzielnie i tutaj ciężko zmienić dawne nawyki: niby wiem, że mogę jednocześnie ugotować ryż i rybę na parze, ale robię to nadal tradycyjnie, w garnkach. Za to w tej maszynie robię dania, których wcześniej nie robiłam, bo albo mi się nie chciało albo nie wychodziło. Odważyłam się wreszcie na zupy (tak, tak, umiem wszystko poza zupami), po raz pierwszy wyszły mi dobre naleśniki i wiele innych potraw. Korzystanie z Thermomixa jest niekłopotliwe, do mycia jest niewiele, więc bardzo polecam, zwłaszcza osobom, które dopiero rozpoczynają swoją kulinarną przygodę.

IMG_8558

Podkład MAC Studio body and face foundation

Bardzo długo szukałam odpowiedniego dla siebie podkładu, który sprawdzi się w pracy przed kamerą, a jednocześnie nie będzie wyglądał jak maska kiedy po pracy biegnę po zakupy. Przez jakiś czas używałam cudownego podkładu La Prairie, ale jego cena zwalała z nóg i przy moim „przemysłowym” używaniu (do pracy muszę malować się czasem 2 albo nawet 3x dziennie) taka opcja nie wchodziła w grę na dłuższą metę. Jakieś 2 lata temu jedna z makijażystek na sesji zdjęciowej umalowała mnie tym cudem i już przy nim zostałam. Ma lekką, ręcz płynną konsystencję, która w miarę rozprowadzania po skórze lekko gęstnieje i mam wrażenie „wsiąka”. Dlatego nie tworzy sztucznej warstwy na skórze, a stapia się z nią. Bardzo często używam tego podkładu już nie pudrując twarzy, bo daje bardzo naturalny, lekki efekt. Na wszystkich moich filmikach na YT z ostatnich dwóch lat jestem umalowana właśnie tym podkładem, więc sami możecie sprawdzić jak spisuje się na co dzień!

IMG_7981

„Francuzki noszą koronki” Kathryn Kemp-Griffin

Podchodziłam do tej książki z rezerwą, bo oto po pierwszym, przełomowym poradniku „Dlaczego Francuzki nie tyją” Mireille Giuliano nastąpił wysyp poradników o tym co robią i czego nie robią Koreanki, Włoszki czy Dunki. Oczywiście jest to kolejna książka w której cudzoziemka odkrywa sekrety innej nacji, ale ta jest warta uwagi. Po tej lekturze zupełnie zmieniła swój sposób patrzenia na bieliznę. Dzięki znajomości z Jolą Lewicką z LiParie miałam w swojej szufladzie kilkanaście pięknych, koronkowych kompletów bielizny, tyle, że rzadko je nosiłam. Zazwyczaj wybierałam biszkoptowe, bezpieczne zestawy, które pasowały pod wszystkie ubrania, które przygotowuje mi do pracy stylistka. Z niewiadomego powodu nabrałam przekonania, że bielizna powinna być niewidoczna. A w sumie dlaczego nie??? Teraz z większą odwagą wybieram to, co noszę pod ubraniem, eksperymentuję zakładając czarny biustonosz do białych t-shirtów i bawię się kolorami. A was zachęcam i do czytania i do odważnego przymierzania!

IMG_7977

Peeling evree Multioils Bomb 

Marka evree to moje najnowsze odkrycie. To bardzo dobre kosmetyki w rozsądnych cenach we wszystkich sieciowych drogeriach. Peeling jest dokładnie taki jak lubię, czyli zostawia na skórze bardzo przyjemny film dający uczucie nawilżenia. Peeling pobudza krążenie, usuwa martwy naskórek i daje cudowne uczucie (jakby wąż zmienił skórę :)). Powinno się go stosować 1-2 razy w tygodniu, ale ja zdecydowanie „przedawkowuję” 🙂 Ten peeling to także idealny sposób, żeby pielęgnować opaleniznę o ile zdążyliście już ją zdobyć (ja niestety nie).

IMG_7974

4 komentarzy

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz